Jak wyrobić w sobie nawyk? Jak ja to robię?

Jak wyrobić w sobie nawyk? Jak ja to robię?
Autor

Nie znoszę tych chwil, kiedy próbuję wyrobić w sobie jakiś nawyk, a jednak daną czynność odkładam wciąż na później. Bo mam przecież czas, bo coś innego jest w tym momencie pilniejsze, bo mi się nie chce. Wiem, co i jak mam zrobić, ale jakoś nie mogę ruszyć z miejsca.  Jeśli i Wy tak macie to nie jesteście sami – większość ludzi postępuje w taki sposób. Wiele razy byłam bombardowana stwierdzeniami, że wystarczy tylko 21-30 dni, aby wyrobić w sobie nawyk. Na siłę próbowałam stworzyć sobie jakąś rutynę w ciągu miesiąca, bo najwięksi coach’owie przecież uważali, że taki czas wystarczy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile razy się rozczarowałam. Przykładowo: trafiłam na ćwiczenia z Mel B. i bez zastanowienia zdecydowałam „chcę z nią ćwiczyć”. Pomimo wszystko. I zastanawiałam się dlaczego do tej pory miałam problemy z motywacją i systematycznością.  Dziś podzielę się z Wami patentami na to jak wyrobić w sobie nawyk. 

Parę lat temu byłam bardzo aktywną osobą. Znajdowałam czas na 2 kierunki studiów, pracę na pół etatu, treningi tańca towarzyskiego i tenisa (amatorsko oczywiście) i na wolontariat. Starałam się oczywiście nie zaniedbywać relacji z rodziną, czy znajomymi. Byłam osobą pełną życia. I nagle zburzył się mój świat. Zaczęłam powoli się wypalać. Stałam się mniej radosna, zaczęłam patrzeć na świat bardziej pesymistycznie. Każdy z nas przechodzi gorszy okres. U mnie trwał on niemal 2 lata. Po pewnym czasie odpuściłam i stwierdziłam, że nie ma się co starać. Stałam się jeszcze bardziej niezadowolona, niektórym było pewnie trochę ciężko ze mną wytrzymać. Zaniedbałam też swój wizerunek. Tak jak pisałam w poprzednim poście – dbałam o higienę osobistą, ale pielęgnację twarzy czy ciała odstawiłam na dalszy plan. Podobnie było z ruchem, czy z odżywianiem. W efekcie czułam się coraz gorzej sama ze sobą, przytyłam 15 kg. Chociaż wyszło mi to na dobre, bo waga 45-47 kg przy wzroście 171-172 cm to trochę za mało. Martwił mnie jednak fakt, że nie przytyłam zdrowo. Taki przyrost wagi w ciągu 8 miesięcy to stanowczo za dużo. Zaczęłam się zastanawiać jak wyrobić w sobie nawyk i to nie jeden, ale kilka. Potrzebowałam jakiejś zmiany, rutyny, aby mój dzień był bardziej harmonijny.

jak wyrabiam w sobie nawyki

Zdawałam sobie sprawę, że muszę coś z tym zrobić. Coś zmienić w swoim życiu. Było mi ciężko ruszyć do przodu, bo przywykłam do myślenia „nic nie muszę robić, niech się wszystko samo dzieje”. Samo się nic nie stanie. Nie ma, co liczyć, że będziemy lepiej wyglądać, czy będziemy szczęśliwsi wciąż narzekając i czekając na cud. Rodzina i znajomi mówili mi, abym się wzięła w garść, ale to tak nie działa. Pierwszym krokiem było czytanie blogów lifestylowych i rozwojowych. Skoro inni mogą projektować swoje życie, dążyć do zmian to chyba ja też mogę? Później przyszedł czas na założenie swojego bloga i skupienie się na rozwoju, m.in. poprzez tygodniowe wyzwania i pisanie o rozwoju.

Całkiem niedawno, bo miesiąc temu zawzięłam się i postanowiłam wyrobić w sobie pewne nawyki. Do tej pory nigdy mi się to nie udawało. Jednak tym razem zadziwiająco przyszło mi to łatwo. Czym różniło się moje poprzednie podejście w stosunku do obecnego?

Kiedyś

Skupiałam się na efekcie i ustalałam cele, do których tak naprawdę nie chciałam dążyć, a wydawało mi się, że powinnam. Miałam też problemy z akceptacją samej siebie. Ciężko lubić siebie, jeśli człowiek zmienia się na gorsze.

Nie przepadałam za  swoją twarzą bez makijażu. Denerwowało mnie to, że mam rzadkie i jasne brwi i rzęsy. Nie podobała mi się moja figura. Wydawało mi się, że jestem zbyt gruba i że wszędzie mam cellulit. Intensywnie zaczęłam dbać o siebie. Rozpoczęłam ćwiczenia z Mel B. Były dla mnie zbyt męczące i każdego dnia przystępowałam do nich z niechęcią. Po jakimś czasie zaprzestałam. Zaczęłam stosować dietę OXY, jednak nadal nie miałam przekonania, że to coś pomoże. Zaczęłam robić wszystko, co tylko mogłam, aby poprawić swoje wady. Jednak brak widocznych efektów i duży wysiłek by je osiągnąć, bardzo mnie zniechęciły.

Teraz

Najpierw zaczęłam akceptować samą siebie. Polubiłam swoją twarz, swoją figurę. Nic się nie zmieniło w moim wyglądzie, ale zaczęłam godzić się z tym jak wyglądam i jaka jestem. Przestałam być taka krytyczna w stosunku do samej siebie. Nie ma przecież ludzi idealnych, a ja się wciąż dołowałam tym, że stoję w miejscu. Tym, że nie jestem fit, nie władam biegle językiem angielskim, nie jestem super zorganizowana. Potrzebowałam czasu, aby zmądrzeć, dojrzeć i zrozumieć, że tak się katując jeszcze bardziej niszczę siebie.

jak pokonać słomiany zapał

Jak wyrobić w sobie nawyk? Co działa u mnie?

  1. Dla mnie nieodłącznym elementem wprowadzenia nawyku jest zdanie sobie sprawy z tego, że potrzebuję zmian. Muszę czuć, że tego chcę i pomimo wad akceptuję siebie.
  2. Nie twierdzę, że powinno się wprowadzać jeden nawyk na raz. Wielu coach’ów tak uważa, ale moim zdaniem jeśli w głębi serca czegoś pragniemy i wiemy, że to jest dla nas dobre to nie powinniśmy tego odkładać na później. Oczywiście, jeśli chcemy sobie wyrobić nawyk regularnej nauki 10 języków obcych, lepiej byłoby się skupić na mniejszej ilości języków. Ja preferuję 2-3 na raz i to jest moje maksimum. Natomiast jeśli chcemy zacząć biegać, uczyć się angielskiego, codziennie mieć pomalowane paznokcie i wklepywać 2 razy dziennie krem pod oczy, to nie widzę żadnego problemu. Jest to możliwe do osiągnięcia.
  3. Zaczynając np. regularne ćwiczenia, wiele osób narzuca sobie zbyt szybkie tempo. Sama wielokrotnie tego doświadczyłam. Uważałam, że powinnam ćwiczyć przez godzinę dziennie 6 dni w tygodniu. Po tygodniu ćwiczenia stały się dla mnie przykrym obowiązkiem. Aktualnie staram się ćwiczyć 2-3 razy w tygodniu i za każdym razem czuję, że nie mogę się doczekać tych ćwiczeń. Nie zależy mi na natychmiastowych efektach, tylko na powolnych, ale skutecznych zmianach. Wolę powiedzmy przez rok ćwiczyć 2 razy w tygodniu niż przez miesiąc 6 razy w tygodniu. Ważniejsze są dla mnie trwałe przyzwyczajenia niż jednorazowy ubytek kilogramów. Dlatego jeśli czuję, że coś jest dla mnie zbyt dużym obciążeniem to próbuję zmniejszyć „wagę tego balastu”. Na początku bałam się, że takie podejście będzie dla mnie zgubne i w końcu zapomnę o moich celach. Ale jest zupełnie odwrotnie. Brak ciśnienia na efekty sprawia, że zaczynam kochać swoje postanowienia i dużo łatwiej mi w nich wytrwać. Staram się najpierw polubić daną aktywność, a później ewentualnie zwiększać częstotliwość. Duże znaczenie tutaj ma akceptacja samej siebie. Gdy siebie nie akceptowałam bardzo zależało mi na efektach i robiłam dużo więcej niż byłam w stanie, po czym odpuszczałam, bo się wypalałam. Teraz zależy mi na procesie a nie tylko na efektach. Cieszę się z każdej godziny ćwiczeń, a nie z każdego straconego kilograma.
  4. Nie traktuję każdego straconego dnia jako wielkiej porażki. Kiedyś wydawało mi się, że jeśli przez jakiś czas odpuszczę daną czynność to już nie ma sensu podejmować się tego jeszcze raz. A nawet jeśli się podjęłam działań kolejny raz to i tak nie sprawiało mi to radości. Teraz cieszę się każdym małym sukcesem.
Regularna aktywność fizyczna, dbanie o wygląd

Nawyki, które aktualnie próbuję w sobie wyrobić

  1. Regularna pielęgnacja twarzy i ciała. Miałam problemy z systematycznym wklepywaniem kremów, robieniem peelingów, stosowaniem wcierek, dbaniem o rzęsy i brwi, dłonie, stopy, czy używaniem balsamów. Dla części osób poświęcanie czasu na dbanie o siebie, zwłaszcza jeśli ktoś przekracza przeciętność, kojarzy się z próżnością. Pewnie jest w tym trochę racji, ale jeśli bardziej o siebie dbam to czuję się lepiej, jestem pewniejsza siebie i mam lepszy humor. A to ma również wpływ na moje otoczenie. Jeśli jestem zadowolona to również jestem milsza dla innych.
  2. Regularna aktywność fizyczna. Wybrałam aktywności, które po prostu lubię. Kiedyś nie przepadałam za bieganiem, a teraz mi się to spodobało! Nie ustalam sobie konkretnych sztywnych planów, a zamiast tego robię to wtedy, kiedy mam na to ochotę. Oprócz biegania stawiam na kręcenie hula hopem (uczę się sztuczek, uwielbiam to!), skakanie na skakance i callanetics. Niemal każdego dnia troszkę się poruszam, a 2-3 razy w tygodniu ćwiczę godzinę.
  3. Regularne pisanie postów. Lubię pisać, ale mam tendencję do ciągłego odkładania na później. Teraz, gdy wrzuciłam do planu dnia aktywność fizyczną i pielęgnację to jest mi trochę ciężej znaleźć czas na prowadzenie blogów. Ale wychodzę z założenia, że tamte czynności są dla mnie bardziej istotne w tym momencie. Niemniej jednak, gdy wszystko stanie się dla mnie rutyną będzie mi łatwiej ruszyć z blogowaniem.
  4. Odkładanie przedmiotów na swoje miejsce. Jestem z grupy tych osób, które potrafią zrobić bałagan w ciągu minuty i zawsze zastanawiałam się jak wyrobić w sobie nawyk odkładania wszystkiego na swoje miejsce. 

Plany na 2014 rok

  • Wprowadzenie lepszego sposobu odżywiania. 5 posiłków dziennie, ograniczenie picia kawy i jedzenia słodyczy.
  • Wstawanie o 6 rano i chodzenie spać najpóźniej o 22.
  • I nauka języków.

Ciekawa jestem, czy Wy również próbujecie wypracować sobie jakieś nawyki? A jeśli tak, to jakie? Zastanawialiście się jak wyrobić w sobie nawyk? Jakie metody działają u Was?

Przegląd miesiąca: SIERPIEŃ
Moja aktualna pielęgnacja twarzy

Od ponad czterech lat bloguję o pielęgnacji włosów, rozwoju osobistym, urodzie i blogowaniu. Trzymam się z dala od ludzi, którzy tłamszą moje marzenia. Czasem wątpię i błądzę, ale jestem uparta i dążę do wyznaczonych celów. Na co dzień jestem blogerką i freelancerką, którą cieszy każdy dzień "na swoim".

  • Ja ostatnio mam ogromny problem z motywacją. Przygotowania do ślubu i wesela tak bardzo (co prawda pozytywnie) mnie zmęczyły, że teraz nie mam siły na nic. Już po weselu i po ślubie, no i kilka tygodni temu kupiliśmy mieszkanie i teraz trwa remont, który sprawia, że mam jeszcze mniejszą motywację. Nie chce mi się sprzątać, gotować ani nawet pracować, przez co ostatnio moja firma stanęła w miejscu – a zarabiać trzeba… Mam nadzieję, że za miesiąc-dwa, jak uporamy się z remontem łazienki i ogarniemy mieszkanie, piękny widok ścian i mebli zachęci mnie do działania.

    Bardzo chciałabym zmusić się do ćwiczeń, bo z jednej strony ważę za mało (40 kg mając 23 lata to już chyba lekka przesada;)), a z drugiej strony siebie akceptuję – przyzwyczaiłam się do swojego wyglądu i nie chce mi się już z tym nic robić. Jedyna rzecz, która sprawia, że musiałabym zabrać się za ćwiczenia jest to, że mam problem z rozmiarem ubrań i fajnie byłoby przybrać do rozmiaru S. No, jeszcze denerwują mnie czasami złośliwe pytania obcych ludzi, czy coś w ogóle jem, ale do tego też już przywykłam. ;)

  • Moja motywacja do czego kol wiek ostatnio poszybowała ostro w dół. Jednak złe samopoczucie fizyczne strasznie odbija się na chęci robienia czegoś. Za dużo planów odłożyłam na przysłowiowe jutro. Języka zaczęłam się uczyć i spasowałam, nie umiem się nad tym chwilowo skupić. Ćwiczenia też w kąt z powodu zdrowia. W sumie to co pisałam w postach u siebie jakoś ciężko mi samej ostatnio zrealizować. Mam nadzieje, że jak poczuje się lepiej to zacznę wszystko z nową siłą.

  • Podobnie jak Ty, nie akceptowałam siebie. Nie podobała mi się moja twarz, uważałam że jestem brzydka i gruba. Chciałam to zmienić za wszelką cenę i zaczęłam od najbardziej podstawowych rzeczy. Zaczęłam o siebie dbać, zmieniłam styl ubierania, zaczęłam pielęgnować swoje ciało i udoskonalać makijaż. Doszłam do takiego momentu, że jestem z siebie bardzo zadowolona i czasami mam narcystyczne podejście, więc zmieniło się ono o 180 stopni :P Da się? Da! jestem tego przykładem :) Co do ćwiczeń, to też narzucałam sobie zbyt dużo naraz. Chciałam ćwiczyć codziennie bardzo intensywnie i szybko osiągnąć wymarzoną figurę. Tak się nie da, bo rzeczywiście człowiek staje się coraz bardziej zmęczony i zamiast efektów przychodzi zmęczenie i znudzenie. Teraz daję sobie czas, zmieniłam swoją dietę na zdrowszą, ale nie zrezygnowałam ze wszystkiego. Ćwiczę tak jak Ty, 2-3 razy w tygodniu i widzę już 3kg ubytku na wadze, które już nie wracają z powrotem :) Chcę to dalej kontynuować i powoli, małymi kroczkami dochodzić to tego, co mi się marzy :)
    Chciałabym też nauczyć się języka hiszpańskiego. Mam kupiony słownik, książki z gramatyką, z czasownikami, idiomami, rozmówki, a ostatnio ściągnęłam aplikację na telefon do nauki. Marzy mi się jednak kurs, bo samemu w domu niestety się nie uczę :P Ale zobaczymy co z tego będzie.
    W każdym razie trzymam kciuki za nas obie i powodzenie naszych planów! :D Będziemy się wspierać w ćwiczeniach i diecie! Ja Ciebie zmotywuję do codziennej pielęgnacji, a Ty mnie do nauki języka. Damy radę! :D

  • Próbuję z tymi nawykami, ale najczęściej po 3-4 tygodniach kończy się zapał, więc muszę zmienić trochę plany i zamiast uczyć się/ćwiczyć codziennie, zaplanować 2-3 takie dni w tygodniu.
    Z nawykami pielęgnacyjnymi nie mam problemu – kremów i balsamu używam codziennie – polecam znaleźć kosmetyk idealny, o pięknym zapachu, wtedy będzie to przyjemność a nie obowiązek.
    Chcę kontynuować naukę języka francuskiego i zacząć norweski, a do tego ćwiczyć, więc czekam tylko na ostateczny plan zajęć na uczelni i zabieram się za dokładne planowanie ;)

    Życzę powodzenia w realizacji Twoich planów!

  • to już widzę, gdzie robiłam błąd. chciała za dużo, od razu… jasne – lepiej ćwiczyć 3 razy w tygodniu, ale przez dłuższy czas niż codziennie przez miesiąc…
    nie licząc odkładania rzeczy na miejsce (bo to zawsze robię :) ) mam takie same cele. informuj o swoich postępach i sukcesach :) dla mnie to będzie dodatkowa motywacja :)

  • Odpowiednie podejście to kucz do sukcesu :) Moje nawyki nad którymi pracuję są bardzo podobne – więcej aktywności, zdrowe odżywianie, nauka języków i znalezienie chwili dla siebie, bo przeważnie jak zaczynał się rok szkolny/akademicki zapominałam o książkach, filmach czy serialach, a chwila relaksu też jest potrzebna :)

  • Życzę powodzenia i wytrwałości w postanowieniach. Najważniejsze gdy ktos widzi sam w sobie to co robi zle i chce to zmienić :)

  • ja wprowadzam jeden nawyk bo na razie nie odczuwam potrzeby wprowadzenia innych – aktywnosc fizyczna. Na razie 7 tydz bieganie, niedlugo silownia :)

  • Nie tylko Twoja firma, ale widzę że i blog też stanął w miejscu :( co jakiś czas zaglądam z nadzieją, że pojawił się nowy post. Ale no cóż, ślub, wesele, kupno mieszkania i remont to duże zmiany w życiu, więc nic dziwnego, że ciężko Ci się zmotywować do innych rzeczy. Kiedy już wszystko będzie na swoim miejscu i będzie po remoncie pewnie zabierzesz się do działania. Sama jednak dobrze wiem, że później ciężko na nowo wyrobić sobie rutynę. Pamiętam jak sama nie mogłam kupować ubrań rozmiar S/34/36, bo wszystko było na mnie za duże. Teraz w 34 się nie mieszczę, a bywa że i w 36 :)

  • Ja mam nadzieję, że znów zacznę się uczyć języka, szkoda byłoby zaprzepaścić tyle lat nauki. Może po prostu potrzebujesz trochę czasu, aby wszystko jakoś sobie poukładać. Nie zawsze możemy się zmusić do działania.

  • Chciałabym dojść do takiego etapu, że będę z siebie bardzo zadowolona :D na razie jestem na etapie akceptacji stanu faktycznego. W związku z tym ani się sobą nie zachwycam, ani się nie użalam :D Myślę, że obecne podejście jest w miarę zdrowe. Widzę efekty pielęgnacji, skóra jest dużo gładsza, pory na twarzy zwężone, mniej niedoskonałości. Ciało też w lepszej kondycji :) Dlatego już nie potrzebuję dodatkowych motywacji, bo motywują mnie efekty. Skoro po miesiącu jest tak, to po roku pewnie będzie lepiej :) Kiedy szłam do pierwszej klasy liceum całe wakacje spędziłam nad nauką niemieckiego. Bałam się, że inni będą umieć ten język, a ja będę najsłabsza, bo nawet słowa nie znałam. Po 2 miesiącach nauki tak umiałam język niemiecki, że byłam jedną z najlepszych w klasie, a nauczycielka stwierdziła, że to niemożliwe, że sama się tak nauczyłam. Da się? Da!:D mnie kursy językowe wcale nie pomagają, wolę samodzielną naukę, nawet od podstaw.

  • Jeśli tracisz po 3-4 tygodniach zapał to według mnie realizujesz cele, do których tak naprawdę nie chcesz dążyć, albo nie masz do tego przekonania. Ewentualnie bierzesz na siebie zbyt dużo i to Cię przytłacza. U mnie balsamowanie i kremowanie stało się przyjemnością, chociaż kiedyś traktowałam to jak przykry obowiązek.

  • Może to trochę dziwne, że facet zagląda na taki kobiecy blog, ale cóż… czasami mi się zdarza, i nie żałuję. Mnóstwo fajnych rad, które mam nadzieję uda mi się wcielić w życie. Trzymajcie za mnie kciuki:)

  • Sama aktualnie pracuję nad swoimi nawykami :) Chcę bardziej o siebie dbać, ale wszystko po kolei! Póki co ustaliłam sobie lekkie i krótkie treningi z Mel :)

  • To i ja sobie może coś skomentuję :) Ze stałą pielęgnacją typu balsamowanie czy maseczka nie mam najmniejszego problemu. Nawyk jakoś wyrobił się sam, choć wcześniej często nie nawilżałam ciała, bo mi się nie chciało. Podobnie było z odżywkami do włosów.
    Ćwiczenia jednak to całkowita moja zmora i nie mogę się zmotywować. Próbowałam już biegania, A6W i trzydziestodniowych wyzwań i najprawdopodobniej błąd był w tym, co napisałaś – że robiłam za dużo na raz. Chyba naprawdę czas się wziąć za siebie.
    Akceptacja siebie to jest bardzo trudna sprawa. Mnie się do tej pory nie udało i zapewne w najbliższym czasie nie uda. Złożyły się na to chyba wypadki z czasów nastoletnich…

  • myślę, że problem tkwi właśnie w tym, że jest tego za dużo i nie wzięłam pod uwagę, że mogę nie mieć na wszystko czasu.
    PS: nominowałam Cię do Liebster Blog Award – zapraszam do mnie po szczegóły :)

  • Po przeczytaniu tego postu mam wrażenie, jakbym wypiła mocną kawę i czuła, że mogę wszystko. Piszesz niezwykle motywująco, dzięki :)

  • Świetny blog – nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Liczę, że weźmiesz udział w zabawie :)
    http://nopiekniepieknie.blogspot.com/2014/10/liebster-blog-award.html

  • Pat

    Chyba masz rację, najpierw samej ze sobą trzeba przestać być na wojennej ścieżce, odnaleźć to co się w sobie lubi najbardziej, zaakceptować siebie taką jaką się jest a dopiero wtedy znajdzie się motywacje na dalsze działanie. Sama nie potrafię zaakceptować siebie w pełni, ale małymi krokami staram się akceptować pewne rzeczy, a mam nadzieję, że w końcu uda mi się całkowicie zaakceptować to jaka jestem.
    U mnie też wisi parę rzeczy które chcę zamienić w nawyk – aktywność fizyczna, zdrowe posiłki (w trakcie), wstawanie bez problemu rano, czyli tym samym wcześniejsze chodzenie spać i na znalezienie trochę czasu dla siebie, może to być nawet pół godziny w ciągu dnia, ważne, żebym miała chwilę na odetchnięcie i zrelaksowanie. W pędzie dnia, zapominamy o tym, że relaks jest tak ważny.

    Pozdrawiam ciepło,
    Pat.

  • Jakbym o sobie czytała. Też miałam taki mały kryzys, że już było mi wszystko jedno. Byłam zła, że porzuciłam ćwiczenia i dietę, że przestałam namiętnie masować ciało i nic dobrego z tego nie wyszło. Jestem w ciągłym ruchu i często bardzo trudno jest mi wygospodarować czas dla siebie. Obecnie staram się wrócić przede wszystkim do języków i regularnych ćwiczeń. Trzymam kciuki i za siebie i za Ciebie!

  • Fajny post. Ja mam problem ze złymi nawykami, ale powoli, powoli nad nimi pracuję :)
    mklimaska.blogspot.com

  • Bardzo fajny wpis. Ja sama postanowiłam że od dzisiaj zmienię choć troszkę w sobie. Tak jak ty, mimo że uwielbiam kupować kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów to nie mam chwili bądź chęci na ich używanie. Dzisiaj zafundowałam sobie za to małe spa z okazji powrotu do zdrowia. Od razu czuję się lepiej. Mam wiele rzeczy, które chciałabym zmienić ale nie chcę robić wszystkiego na raz, bo szybko się tym zmęczę i w rezultacie nic z tego nie wyjdzie. Też mam problem z pisaniem postów na bloga, ale usprawiedliwiam się tym że pożyczam laptopa czasem od chłopaka. Już niedługo będę miała swojego i na pewno będzie mi łatwiej. Powodzenia, mam nadzieję że uda nam się chociaż troszkę polepszyć swoje życie :)

  • Ja postępuję według metody małych kroków. Co tydzień robię "plan tygodnia", zapisuje wszystkie zajęcia, obowiązki i rzeczy "z gwiazdką", które mogę wykonać jeśli starczy mi czasu. Dzięki takiemu postępowaniu uswiadomiłam sobie jak wiele czasu niegdyś przelatywalo mi przez palce. Pozdrawiam i życzę wytrwalości.

  • mamy bardzo podobne cele! Będę wpadać tu po motywację :)

  • Motywujący post do działania !
    Bardzo mi się spodobały Twoje przemyślenia i coś muszę zmienić u siebie, bardzo by mi się to przydało :)

  • To nie traktowanie straconego dnia jako porażki jest dla mnie chyba najcięższe. Zbyt szybko sie poddaję.

  • Dopiero trafiłam na Twojego bloga, też interesuje się matematyka, mało tego jestem jej fanatykiem :D
    Mam te same buty, co Ty ze znanej sieci marketów. Hmmm z motywacją niestety bardzo źle, bo ciuchy sportowe już mam, ale brak "czasu" mnie dopada :D

  • muszę się przyznać, że sama mam problemy z akceptacją siebie, a twój post baardzo mnie zainspirował

  • Bardzo motywujący post. Też mam problem z motywacją, aby dbać o swoją cerę i ogólnie urodę, ale mam nadzieję, że dzięki Twojemu wpisowi wezmę się w garść i to będzie mój noworoczny cel :) Pozdrawiam

  • Najlepszą motywacją jest kupić karnet na siłownie i wybierać sie tam 5 razy w tygodniu z kochaną osoba :) świetny blog pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

  • ddddd

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji

Ciasteczka są niewielkimi plikami, które są wysyłane przez serwis internetowy do urządzenia internauty. Ciasteczko nie wpływa na identyfikację osoby, która odwiedzająca witrynę i nie przekazuje żadnych informacji, które mogłyby umożliwić taką identyfikację. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące ciasteczek. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację na stosowanie ciasteczek.

Zamknij