Studia dzienne czy zaoczne? Które wybrać?

Studia dzienne czy zaoczne? Które wybrać?
Autor
Cztery lata temu, podobnie jak tegoroczni maturzyści, oczekiwałam na wyniki matur, które pisałam. W tamtych czasach nie było dla mnie wątpliwości, czy udać się na studia dzienne, czy zaoczne. Wybrałam studia stacjonarne na politechnice. Rok później jednak podjęłam się studiów zaocznych i studiowałam dwa kierunki jednocześnie. Za tydzień stanie przede mną ostatnie, najtrudniejsze wyzwanie – obrona pracy dyplomowej. Przez ostatnie dni ostro wkuwam, a przy okazji zastanawiam się, jaką decyzję podjęłabym cztery lata temu, gdybym miała świadomość wszystkich za i przeciw. Zaoczne czy dzienne?
Studia stacjonarne (dzienne)
Przez wielu studentów (i nie tylko studentów) uznawane za studia wyższej rangi.  Zwykle ciężej się na nie dostać niż na studia zaoczne. W tabelce rozpisałam Wam plusy i minusy studiów stacjonarnych. Pamiętajcie, że są to moje odczucia, a więc jest to spojrzenie subiektywne.

ZA
PRZECIW
  • osoby mieszkające w mieście studenckim (albo w jego okolicach) nie ponoszą dodatkowych opłat,
  •  studenci mają czas na relaks, nawiązywanie nowych znajomości, wyjścia na dyskoteki, koncerty,
  • mają możliwość angażować się w działalność kół naukowych, samorządu studenckiego, czy organizacji typu AISEC,
  • studenci dysponują większą ilością czasu, który mogą przeznaczyć na naukę,
  • mają łatwiejszy dostęp do bibliotek, notatek,
  • zwykle są bardziej elastyczni, bardziej doinformowani,
  • zasadniczo nie zauważyłam dużych problemów przy projektach, które trzeba było realizować w większej grupie. Każdy wiedział, co ma robić,
  •   przedmioty realizowane są w większym wymiarze godzinowym, np. z projektu z zarządzania strategicznego miałam 10 godzin na studiach zaocznych, natomiast na studiach dziennych ten sam materiał przekazywany jest w ciągu 15 godzin, 
  •   możliwość otrzymywania stypendium mieszkaniowego,
  • wielu studentów uczy się ogarniać swoje finanse, to również czas odpowiedni na naukę gotowania (zwłaszcza dla panów:P),
  • studenci dzienni mają szansę zdobywać doświadczenie zawodowe w postaci bezpłatnych praktyk, czy wolontariatu, czasem nawet standardowej pracy.
  •  osoby, które nie mieszkają w mieście studenckim muszą liczyć się z dodatkowymi opłatami za wynajem mieszkania lub/i dojazdy. Z tych powodów studia dzienne okazują się czasem droższe od studiów zaocznych. Dojeżdżający muszą przywyknąć do wczesnych godzin wstawania. Dojeżdżałam na pierwszym roku 70km na zajęcia, ciężko to wspominam, zwłaszcza zimą:)
  • niejednokrotnie przekonywałam się, że studenci dzienni są mało dojrzali. Wielu z nich zdecydowało się na takie studia, by móc szaleć: pić, imprezować i być jak najdalej od domu,
  • jeśli chcemy zarobić jakieś większe sumy pieniędzy to niestety ciężko będzie nam pogodzić pracę z dziennymi studiami. Pracodawcy niechętnie przyjmują studentów stacjonarnych. Można spróbować roznosić ulotki, pracować w call center, przy inwentaryzacjach, czy udzielać korepetycji,
  • po studiach nie mamy praktycznie żadnego doświadczenia. Moja koleżanka, która ma już 24 lata i do tej pory nie zarobiła ani złotówki i nawet nie zamierza szukać żadnej pracy, czy bezpłatnych praktyk. Wielu studentów dziennych ma wygórowane oczekiwania w stosunku do pracy.
  • wielu osobom przez palce ucieka cenny czas. Moi znajomi marnowali go na upijanie się, granie w gry, siedzenie w Internecie, czy przesypianie zbyt wielu godzin,
  • studia dzienne niektórych demoralizują :P

 

Studia zaoczne (niestacjonarne)

Zwykle podejmują je osoby, które muszą w same się utrzymywać, bądź chcą po prostu zdobywać doświadczenie i się uczyć. Często są to młode mamy, czy osoby, które starają się zdobyć wykształcenie niezbędne do pracy, jaką wykonują.

ZA
PRZECIW
  •  studiując zaocznie mamy szansę zdobywać wiedzę i doświadczenie w pracy. Część z moich znajomych pracuje w zawodzie, część prowadzi swoje firmy,
  • studenci zaoczni mają większe doświadczenie życiowe. Większość z nich jest bardziej dojrzałych (mimo młodego wieku), myślą poważniej o życiu,
  • w szkole spędzają 6-10 dni w miesiącu,
  •  niektóre studia zaoczne okazują się tańsze niż koszt utrzymania w mieście studenckim,
  • pracodawcy chętniej przyjmują do pracy studentów niestacjonarnych, zwłaszcza na tzw. umowy śmieciowe (osobiście nie jestem ich zwolenniczką), ale jest to szansa na zdobycie jakiegokolwiek doświadczenia.
  • studiujący w tym trybie muszą nauczyć się zarządzać własnym czasem,
  • tak jak dzienni, mają możliwość korzystać ze stypendium socjalnego, naukowego i ze zniżek studenckich,
  • przy dużej konkurencji na miejsce na wymarzony kierunek studiów wiele osób się nie dostaje. Aby studiować dziennie rezygnują ze studiów marzeń i wybierają coś innego/pokrewnego. Ze studiami zaocznymi jest troszkę prościej, zazwyczaj wymagania na dany kierunek są mniejsze, więc są duże szanse, że nie odpadniemy,
  • studenci zaoczni są lepiej traktowani przez wykładowców. Rzadko który wykładowca nie okazuje szacunku,
  •  podjęcie podczas studiów pracy w dziedzinie związanej ze studiami, może nas utwierdzić, że kierunek, który wybraliśmy jest dla nas odpowiedni, albo może lepiej z niego zrezygnować. Co jeśli po 3 czy 5 latach studiów dziennych okaże się, że to, co studiowaliśmy wcale nie jest dla nas?
  • w programie nauczania wykreślane są niektóre przedmioty. Mnie przez 3 lata na ekonomii ominęły: etyka gospodarcza, technologie w ochronie środowiska, równania różniczkowe, WF, zarządzanie produkcją i usługami, technologie internetowe,
  • łączenie pracy ze studiami nie jest proste. Teraz pracuję dorywczo, jednak gdy byłam na etacie miałam problemy z dotarciem np. na piątkowe zajęcia. Po pracy często też czujemy się zmęczeni, ale mimo wszystko trzeba siąść do książek i się uczyć. Są takie tygodnie, że nie ma chwili odpoczynku. 5 dni pracy, a zaraz po niej 3 dni w szkole.
  •  Zajęcia w soboty odbywają się od 8 do 20-21. W niedziele na niektórych kierunkach trochę krócej, natomiast w piątki zwykle od 16 do 21, chociaż są takie szkoły, które praktykują godziny 12-20,
  • na mojej uczelni przez 2 lata nie mieliśmy żadnej przerwy obiadowej, a przerwy między zajęciami trwały dosłownie 5 minut,
  • wielu studentów nie czuje więzi w grupie, w końcu widujemy się raz na 2 tygodnie, więc wiele osób nie przykłada wagi do rozwijania życia towarzyskiego,
  •  ilość materiału do opanowania jest taka sama jak na studiach dziennych, ale dużą rolę odgrywa tu samokształcenie. Wykładowcy nie mają wystarczającej ilości czasu, aby szczegółowo omówić wszystkie zagadnienia,
  • osoby mieszkające daleko od miasta studenckiego mogą mieć problemy z pozyskaniem notatek, czy książek (nie zawsze mają możliwość dotrzeć do uczelnianej biblioteki),
  • występują problemy z projektami grupowymi. Część osób zapomina o swojej partii  do zrobienia. Kontakt jest utrudniony. Czasem rozmowa na Skype czy przez telefon nie jest wystarczająca, aby wszystko dogadać,
  • większość projektów trzeba robić na bieżąco. Szansa, że wszyscy się zjadą w jeden dzień, aby kontynuować projekt, jest nikła, 
  •   ciężko załatwić coś w dziekanacie podczas zjazdów, a terminy konsultacji u wykładowców zwykle są na tygodniu,
  • studenci zaoczni nie mają takiej samej szansy na korzystanie z uroków bycia studentem. Zazwyczaj nie mają czasu na regularne odwiedzanie klubów, czy spotykanie się ze znajomymi z uczelni,
  • studia zoczne skracają młodość, szybciej musimy wkroczyć w dorosłe życie.

 

To, co przedstawiłam w tabelkach nie jest regułą. Znam wielu studentów dziennych poważnie myślących o życiu i znam studentów zaocznych, którzy myślą tylko o rozrywkach, a studiują dla papierka. Jednak oceniałam nie poszczególne jednostki, a całe grupy.
W obecnych czasach ciężko doradzić, które rozwiązanie byłoby lepsze. Ostatnio odnoszę nieodparte wrażenie, że studia są bardzo przereklamowane. Nie dają wystarczającego przygotowania do podjęcia przyszłej pracy. W zasadzie nie dają nawet gwarancji, że uda nam się podjąć pracę w swoim zawodzie. Ale gdybym została przystawiona do muru to radziłabym następująco:
  • studia dzienne, ale pod warunkiem, że będziemy uczestniczyć w konferencjach, dołączymy do kół naukowych, poszukamy choćby bezpłatnych praktyk czy staży w naszym zwodzie,
  • studia zaoczne, bo dają nam większe szanse rozwoju: praca+nauka to w zasadzie według mnie jedna z lepszych decyzji. Po zakończeniu studiów mamy już jakieś doświadczenie. Jeszcze lepiej jeśli uda się nam znaleźć pracę, która jest w jakiś sposób powiązana z naszym kierunkiem studiów.
Ciekawa jestem, który tryb studiów według Was jest lepszym rozwiązaniem? Jak wybraliście i czy jesteście zadowoleni z tego wyboru? A może właśnie teraz czeka Was podjęcie decyzji?

 

O dobieraniu kolorystyki blogów + metamorfoza bloga "Makeupówka"
PRZEPIS NA konfiturę truskawkową domowej roboty

Od ponad czterech lat bloguję o pielęgnacji włosów, rozwoju osobistym, urodzie i blogowaniu. Trzymam się z dala od ludzi, którzy tłamszą moje marzenia. Czasem wątpię i błądzę, ale jestem uparta i dążę do wyznaczonych celów. Na co dzień jestem blogerką i freelancerką, którą cieszy każdy dzień "na swoim".

  • Bardzo fajne podsumowanie! Ja pierwsze 3 lata studiów studiowałam dziennie, po licencjacie zdecydowałam zmienić na zaoczne i iść do pracy. Polecam takie rozwiązanie :) 3 lata wystarczy, żeby się wyszumieć, wykuć sporo niepotrzebnej teorii, zastanowić się czego się oczekuje od studiów i przyszłości. Co prawda ostatnie 2 lata nie były łatwe, studiowanie i praca na pełny etat daje w kość, ale dokładnie tak jak napisałaś – zdobywa się doświadczenie, uczy zarządzać czasem.

  • No cóż, w minusach studiów zaocznych wymieniłaś, że są wykreślone niektóre przedmioty, a ja bym w minusach studiów dziennych dała punkt, że w ich programie niekiedy pojawiają się przedmioty niepotrzebne, które można by spokojnie wykreślić. U mnie na pierwszym roku tak było i odnosiło się wrażenie, że te przedmioty są na każdym kierunku naszego wydziału – takie zapchaj dziury. W minusach studiów zaocznych dałabym jeszcze punkt, że są odpłatne.

    Ja wybrałam studia dzienne i drugi raz też bym tak zrobiła. Studia to ostatni taki czas gdy można sobie pofolgować. Później gdy zaczyna się praca na pełen etat, zakładanie rodziny itd, można o tym tylko pomarzyć. Wybieranie studiów zaocznych, to trochę skazywanie się od razu na brak czasu – w tygodniu praca, w weekendy studia. Nie liczę sytuacji gdy ktoś ma tak dobrze, że nie musi pracować. Jeszcze jak ta praca jest rozwojowa i pozwala zdobyć doświadczenie to ma to sens, ale jak ktoś pracuje gdziekolwiek byle tylko opłacić studia, to czy rzeczywiście warto?

    Dzisiaj wiele osób jest strasznie ambitnych i odnoszę wrażenie, że za największy życiowy sukces uważają wyprowadzenie się z domu w jak najmłodszym wieku, rozpoczęcie pracy od najmłodszych lat i jednoczesne ukończenie kilku studiów. Dlaczego każdy mówi "jak się chce, to można", a nikt nie zwraca przy tym uwagi jakie koszty trzeba ponieść? Wyścig szczurów ponad wszystko? Tylko ciekawe co będzie za kilka lat przy takim tempie życia. Oby nie wypalenie zawodowe czy choroby cywilizacyjne.

  • studiowałam dziennie i uważam, że zrobiłam błąd. dziś żałuję, że chociaż magisterki nie robiłam zaocznie, łącząc pracę ze studiami, bo wiem, że dałabym radę. ale czasu już nie cofnę.

  • Wybrałam studia dzienne i ani przez jedną minutę tego nie żałowałam :) Tylko, że ja postanowiłam sobie mieć stypendium naukowe i dzięki temu przez całe studia większość rzeczy opłacam sobie sama. Na dziennych studiach wcale nie zawsze jest czas na imprezy – to już zależy od kierunku. Ja robiłam dwa fakultety i wcale łatwo nie było, bo na pierwszym roku praktycznie codziennie siedziałam od rana do wieczora na uczelni, a w piątek kończyłam o godz. 18.00 i jeśli wracałam na weekend do domu, to byłam dopiero o 1 w nocy.
    Od tego roku zaczęłam też chodzić na koło naukowe i powoli się biorę za to, aby brać udział w jakiś konferencjach. W przyszłym semestrze będę mieć wykład o blogosferze ;) Wydaje mi się, że myślę poważnie o przyszłości, bo chciałabym pójść na studia III stopnia.
    Z drugiej strony, zgadzam się, że osoby studiujące mają możliwość zdobycia doświadczenia i zapewne łatwiej będzie podjąć wymarzoną pracę. Na pewno nie jest łatwo studiować i pracować. Podziwiam ludzi, którzy robią dwa kierunki :)

  • Licencjat robiłam dziennie w moim mieście (na wyjazd do dużego miasta uniwersyteckiego nie było mnie stać). Po tych trzech latach, magisterskie studia uzupełniające robiłam w trybie wieczorowym (zajęcia w piątki od g. 12-tej do 20-tej i w soboty) już w mieście uniwersyteckim, gdzie pracowałam. Akurat w moim przypadku, wiedza nabyta na licencjacie kazała się bezcenna, bo z uzupełniającej magisterki nie wyniosłam nic. Maż natomiast bardzo sobie chwalił zaoczną logistykę, a dzienny licencjat z ekonomii to było dno. Wszystko jest więc chyba zależne od studiowanego kierunku i miejsca, gdzie nam przyjdzie tę naukę pobierać.

  • A ja teraz studiuje dziennie dyplomację europejska, zalatwilam sobie staż w biurze poselskim, teraz próbuje o wakacyjne praktyki w urzędzie marszałkowskim, ale od października chce iść na prawo wieczorowe. Nie wiem czy to dobra decyzja, bo boje sie ze sobie nie poradzę, ze nie pogodzę dwóch kierunków a 7 tysięcy za rok to dla mnie dużo. I teraz przez całe wakacje zamiast odpoczywać to bede sie zamartwiać .

  • Ja studiowałam przez 3 lata dziennie, mgr postanowiłam zrobić zaocznie ze względu na chęć zdobycia doświadczenia w pracy. Pracodawcy mają bardzo wygórowane wymagania od kandydatów (ostatnio się na ten temat rozwodziłam na blogu). Nie zbudujemy dojrzałości na studiach dziennych, prowadząc imprezowy tryb życia. Natomiast pracując i studiując więcej jesteśmy w stanie się nauczyć, inaczej patrzymy na studia a zarabiając inaczej wydajemy pieniądze :)

  • Również studiuję na Politechnice, obecnie dziennie i nie zmieniłabym tego. Głównie przez tą różnice w godzinach np. na 2 semestrze miałam 30h wykładów i 30h ćwiczeń z matematyki, a zaoczni mieli tylko 20h wykładów i 10h ćwiczeń, różnica kolosalna. Tak samo jest z większością przedmiotów. Za to kończyłam szkołę policealną zaocznie i faktycznie był problem z projektami grupowymi, każdy miał czas w inne dni i w innych godzinach, a niektórych projektów nie dało się wykonać na odległość (np. makiety pomieszczeń, czy projekt rzeźby) ale to chyba specyfika kierunku :) za to z dziewczynami często po zajęciach wyskakiwałyśmy gdzieś na kawę, albo na imprezę – a na moich obecnych studiach tego nie ma bo każdy chce być jak najszybciej w domu :)

    Wybranie między dziennymi, a zaocznymi studiami to naprawdę ciężki wybór, sądzę, że dużą wagę ma też kierunek jaki wybierzemy no i trzeba się zastanowić co dla nas będzie odpowiedniejsze, czy lubimy sami się dokształcać, czy musimy mieć większość wiedzy podanej na tacy :)

  • Fajnie to zebralas, ja studiowalam dziennie, ale trafilam na kierunek, ktory absolutnie mnie nie interesowal (inzynierie chemiczna) i ani dnia nie przepracowalam w wyuczonym zawodzie. Jak ktos chce sie czegos nauczyc i pracowac w zawodzie to po studiach zaocznych tez mu sie to uda. A jak nie jest do czegos zmotywowany, to studiowanie czegos co nam nie lezy, to zwyczajna strata czasu. Pozdrawiam Beata

  • Tak sie zastanawiam, czy po skonczeniu studiow pracodawca patrzy z jakich studiow student wyszedl: dziennych czy zaocznych. Jezeli nie to mysle, ze im wczesniej zdobywa sie doswiadczenie zawodowe, tym lepiej; tu plus dla studiow zaocznych. Pozdrawiam Beata

  • oneczka

    Beata wydaje mi się,ze pracodawca nie patrzy się na to jakie studia skończyłaś. Najważniejsze jest doświadczenie a te moim zdaniem o wiele łatwiej jest zdobyć na studiach zaocznych…
    Wiem to z własnego doświadczenia ponieważ właśnie kończę studia zaoczne na kierunku grafika – konkretnie grafika wydawdniczo – reklamowa na WSNHiD w Poznaniu i pracę w wydawnictwie zaczełam już na drugim roku. Po studiach wprawdzie zamierzam zmienić zawód na bardziej atrakcyjny ale doświadczenie zdobyte w taki sposób na pewno będzie dużym atutem.

  • Mi zostało jeszcze kilka lat. Zobaczę jak to się ułoży i jaki kierunek wybiorę, bo nic nie jest pewne :) Bardzo przydatny post dla maturzystów :)

  • Ja rownież studiowałam i zaocznie i dziennie, ze swojej perspektywy muszę obalić pewien mit dotyczący studiów zaocznych. Studiowałam na uj i egzaminy dla zaoczniakow oraz materiał był dokładnie taki sam jak dla studentów dziennych, tyle tylko, że my- zaoczni więcej pracy musieliśmy wykonać sami, bo mieliśmy mniej godzin z wykladowcami, ale prowadzący zajęcia zawsze zaznaczali ze nie zamierzają nam z niczym odpuścić, niejednokrotnie egzaminy pisaliśmy razem z dziennymi w jednej sali w tym samym czasie. Bardzo sobie to ceniłam i zawsze denerwowałam się gdy ktoś stereotypowe podchodził do studiowania zaocznego. Studenci zaoczni pod warunkiem ze pracują maja przed sobą dużo cięższe wyzwanie niż studenci dzienni- muszą sami mobilizować się do nauki i godzić to z pracą zawodową, ale po skończonych studiach zazwyczaj faktycznie przychodzi nagroda, bo nie ma pytań rodziny i znajomych"co teraz" bo większość od dłuższego czasu ma naprawdę dobrą prace. Z pewnością wspomnienia są inne, ale tak jak mówisz na dojrzałych osobach nie robią wrażenia relacje z kolejnych szalonych imprez w akademiku…

  • A i jeszcze jedno moim zdaniem ważne właśnie na jakiej uczelni studiujemy.

  • Wiesz, niektórzy nie mają wyjścia i muszą sobie sami opłacać studia, w związku z tym nie mają możliwości, aby studiować dziennie – studia dzienne dla większości studentów to ogromny wydatek rzędu co najmniej 800-1000 zł miesięcznie. Liczę tutaj opłaty za mieszkanie, wyżywienie, opłaty za Internet, kserówki, ewentualne dojazdy do domu czy komunikacją miejską. Niektórzy nawet na to nie mogą sobie pozwolić, więc decydują się na studia zaoczne. Ten wyścig szczurów też mnie już wkurza. Ciężko jest pogodzić dwa kierunki studiów na politechnice i jeszcze zdobyć jakieś doświadczenie, choćby wolontariat itp. Przy takim tempie wypalenie i przewlekły stres są niemal gwarantowane. Ale niestety, dzisiejsza sytuacja na rynku pracy w wielu osobach wywołuje ogromny strach o przyszłość. Teraz nawet mając plecy dostajesz się do kijowej pracy.

  • Miałam dwa stypendia naukowe, jedno unijne a drugie spoza uczelni. Nie było łatwo to osiągnąć, ale udało się :) stypendia faktycznie ułatwiają studiowanie, a przy bardzo wysokich średnich dają nawet możliwość utrzymania się. To prawda, nie zawsze jest czas na imprezy, ale większość studentów może sobie na nie pozwolić. Nawet moi znajomi studiujący na kierunku lekarskim dają radę się bawić :) chociaż wiadomo, że nie jest łatwo. U Was z kolei trzeba mnóstwo czytać. Ciekawa jestem, w jaki sposób zostanie potraktowana blogosfera. Wielu dziennikarzy ją krytykuje, więc przypuszczam, że poloniści również skrytykują ją, zwłaszcza ogrom błędów ortograficznych i stylistycznych, jakie można znaleźć na blogach.

  • Zgadzam się w zupełności! Wiele zależy od miejsca, gdzie się uczymy. Żałuję, że wielu wykładowców nie traktuje swojego zawodu jako powołania. Zamiast tego czytają z kartki, albo robią wszystko by mieć studentów z głowy. Skoro płacę czy poświęcam czas, aby dotrzeć na zajęcia to oczekuję, że wykładowcy będzie zależało, aby przekazać wiedzę studentom. Studia coraz bardziej tracą poziom, mam wrażenie, że uczelnie traktuje się jak fabryki produkujące absolwentów.

  • Wow, 7 tysięcy za rok to ogromnie dużo! Nie wiem, czy zdecydowałabym się na taki wydatek, ale niestety – za niektóre studia trzeba słono płacić. Z mojego punktu widzenia dużo łatwiej studiować jednocześnie dwa kierunki (budownictwo i ekonomia) niż pracować i studiować zaocznie. Przerobiłam obie wersje.

  • O to się zgrałyśmy z podobnym tematem wpisów :) ostatnio w ogóle nie zaglądam na blogi, bo przygotowuję się do obrony pracy licencjackiej, a to już za tydzień :(

  • Na dyplomie nie ma zaznaczonego trybu studiów. Jednak podobno pracodawcy wolą osoby, które studiowały zaocznie. Mają już jakieś doświadczenie, czy obycie w miejscu pracy.

  • O jeju! Genialny kierunek! I świetna praca, byłabym z takiej zadowolona :) oneczka gratuluję :)

  • Też wiele razy pisaliśmy zaliczenia z dziennymi i materiał był także taki sam. Jeśli uczelnia jest dobra to zależy jej na wysokim poziomie nawet studentów zaocznych :)
    Niektórzy studenci zaoczni oprócz pracy, studiów, mają również swoje rodziny. Łączenie tego wszystkiego przez kilka lat nie jest łatwym zadaniem.

  • To i ja się wypowiem jak to jest u mnie. Aktualnie czekam właśnie na wyniki matur, ale decyzja w zasadzie zapadła już dawno – studia zaoczne. Miałam taki czas, że marzyłam o dziennych i to troszkę było na tej zasadzie o której wspomniałaś – by się trochę wyszaleć, chciałam przedłużyć sobie dzieciństwo i wgl. Mieszkam niestety w takim miejscu, że codzienny dojazd nie wchodzi w grę, bo nie mam bezpośredniego połączenia, wyprowadzka raczej niekoniecznie, bo mnie zwyczajnie nie stać, choć teoretycznie moi rodzice zarabiają ''za dużo'' i nie kwalifikuje się do żadnego dofinansowania. Wolę, więc iść do pracy i sama sobie opłacić zaoczne, bo tak jak wspomniałaś stacjonarne nieraz wychodzą o wiele drożej. Cieszy mnie to, że będę mogła się uczyć i pracować w tym samym czasie, zdobyć doświadczenie, a nie zaczynać dopiero w wieku np. 25 lat. Najbardziej jednak mnie denerwuje, gdy słyszę opinie ludzi, że zaoczne to dno, opcja dla osób, które są za głupie za dzienne, nie dostały się itd., a niestety z taka teorią ostatnio bardzo często się spotykam.

  • Ja nie dostałam się na studia dziennie, studiowałam zaocznie, co potem zarzuciłam, ale to już inna historia. Studiując zaocznie jednocześnie pracowałam i budowałam sobie już życie zawodowe. Kiedy moi rówieśnicy kończyli studia i zaczynali właściwie od zera, ja już miałam swoją pozycję zawodową. Nie żałuję w gruncie rzeczy, że tak się poukładało, choć może inaczej byłoby gdybym jednak na studia dzienne się dostała.

  • Trochę mnie śmieszą Twoje punkty przeciw studiom zaocznym, nie wszystko rzecz jasna. Nie widzę problemu aby robić zespołowe projekty. Wiesz jak to jest? Dla chcącego nic trudnego. Z koleżanka się widziałyśmy kilka razy, a prace razem na obronę napisałyśmy i jakoś udało nam się tytuł obronić. Wiec jak ktoś chce daje radę. Co do tego zrycia też się nie zgadzam. Nie widywaliśmy się codziennie, ale nasza grupa stała się bardzo zżyta… choć może też dlatego, że nawet nie było ze 100 na roku. bardziej obstawiam, że zżycia nie ma na dziennych skoro zaczyna ponad 100 osób podobna ilość kończy. Nawiązujesz kontakt tylko z jakaś grupą, a nie z całym rocznikiem. Jeżeli gdzieś zajęcia się odbywają ponad 8 godzin dziennie to łamanie prawa, nie mogą być tak długo chyba, że na prywatnych uczelniach. Co do programu nauczania tez zależy od studiów, ja akurat miałam znacznie więcej materiałów i przekazywanej wiedzy niż studenci dzienni co nie jeden wykładowca podkreślał.

  • Dlatego też napisałam, że jest to mój punkt widzenia, poparty moimi doświadczeniami i że to, co opisałam na pewno nie jest regułą. Studiowałam i dziennie i zaocznie i widzę jak to wygląda. Wszystko oczywiście zależy od osób, z jakimi jesteś w grupie. Jeśli większość osób jest na studiach, bo chcą zdobyć papierek to niekoniecznie przykładają się do projektów zespołowych. Łatwiej dogadać się z jedną osobą, np. z koleżanką niż z grupą 6-osobową wykonującą projekt. I uwierz mi zawsze trafi się jakaś osoba, która jest albo bardzo zabiegana, albo jej się nie chce i liczy na innych. U mnie autentycznie były osoby, które miały do wykonania pewną partię materiału i albo zrzucały to na innych, albo "zapominały", że mają to zrobić. Nie zgadzam się, że nawiązuje się kontakt tylko z jakąś grupą, a nie z całym rocznikiem. Studiowałam dziennie przez trzy lata. Na moim roku było ponad 300 osób i z większością z nich rozmawiałam, a z niektórymi grupami byłam zżyta tak jak z obecną. Wspólne egzaminy, wykłady, wyjścia na miasto, na imprezę, czekanie w kolejce do dziekanatu, po wpisy, to wszystko sprawia, że poznaje się osoby z innych grup. Na zaocznych czegoś takiego nie zauważyłam (też studiuję 3 rok), tutaj nie ma czasu na nawiązywanie znajomości, wiele godzin spędza się na zajęciach,a przerwy są bardzo krótkie. Na zaocznych faktycznie można się zżyć z grupą, ale nie jest to takie łatwe. Studenci mają swoje rodziny, dzieci, dojeżdżają po 100km, po zajęciach wiele z nich chce wrócić do domu, bo następnego dnia znów muszą wcześnie wstać, a zajęcia trwają do 20-21. Nie studiuję na prywatnej uczelni i nawet nie wiedziałam, że zajęcia mogą trwać tylko 8 godzin dziennie. W soboty siedzę na uczelni zwykle 12-13 godzin z przerwami 5-minutowymi.

  • Studiuję na uczelni publicznej, zaocznie i również pierwszy raz słyszę, że zajęcia nie mogą się odbywać więcej niż 8h. Sama spędzałam niektóre soboty od 8 do 20 na zajęciach i nie wierzę, że uczelnie państwowe pozwoliłyby sobie na tak jawne łamanie prawa.

  • Gratuluję stypendiów! Coraz bardziej mnie zadziwiasz :) Dlatego mam nadzieję, że uda nam się znowu spotkać! Faktycznie – zawsze da się wygospodarować czas na jakąś imprezę, bo zrelaksować też się trzeba. Chociaż akurat ja nie jestem typem imprezowiczki, ale domatora ;) Ciężko też mi znaleźć ekipę do pobalowania. Czasem tak bywa.

    Co do wykładu – będę badać blogosferę jako fenomen popkultury, nie jako polonistka, więc nie będę jej aż tak hejtować :P (Tak, tak, to ja będę prowadzić ten wykład :P) Właśnie zebrałam trochę materiałów i będę się brać za czytanie na ten temat. W teorii więc będę obryta, może pomoże mi to też w ulepszaniu bloga :)

  • Anonimowy

    chce się zajmować w przyszłości podatkami, dlatego
    złożyłam już dokumenty na finanse i rachunkowość na WSB we Wrocławiu o
    specjalność zarządzanie podatkami

  • Anonimowy

    Dobry wieczór,

    Świetny wybór. Dzięki programowi ,,Studiuj i pracuj" organizowanym w Wyższej Szkole Bankowej masz jeszcze większą szansę pracować w zawodzie:http://www.wsb.pl/studenci/studiuj-i-pracuj
    Nie zapomniej odwiedzić naszego Biura Karier.

    Miłej nauki w WSB! :)

    Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do zadawania mi pytań
    Renata Mazur, Online Ekspert WSB studia I stopnia

  • Anonimowy

    Ja studiowałam zaocznie 3 + 2 dziennie. Po pierwsze na licencjackie nie udało mi się dostać na dzienne, a kierunek (filologia polska) był moim wymarzonym, więc poszłam na zaoczne. Po drugie – z perspektywy czasu wcale nie żałuję, że tak to wyglądało. W pierwszym etapie miałam ten komfort, jakim jest wsparcie rodziców tj. mieszkałam w domu (nie dokładając się do niczego), płaciłam tylko za dojazdy (30 km), w wakacje zarabiałam na czesne. Dzięki temu miałam mnóstwo czasu w tygodniu na czytanie lektur i samodzielne uczenie się tego, co zostało obcięte na wykładach – już na pierwszym roku z literatury staropolskiej było 500 pozycji OBOWIĄZKOWYCH (+300 dodatkowych, gdyby ktoś czuł niedosyt) i +/- 5 pozycji z każdego innego przedmiotu. W następnych latach lista zmniejszała się o jakieś 100 na rok :) Wyglądało to zatem tak, że w weekendy szłam na wykłady od rana do wieczora, a w tygodniu czytałam, czasami od 10 do 22 z przerwą na obiad i siku. Oczywiście wiele osób korzystało z bryków, streszczeń itd., chociaż trudno o nie na filologii, bo rzadko powstają. Jak widać nie miałam wiele czasu i okazji na balangowanie, co mi nie przeszkadzało, bo nie należę do osób szczególnie towarzyskich. Pod koniec 3 roku rozpoczęłam pracę w redakcji magazynu (dorywczo) i poszłam na dzienne magisterium. Mogłam dogadać się z szefem na temat godzin pracy, dzięki czemu mogłam uczestniczyć w zajęciach dziennych, a jak wiadomo na ostatnich latach zajęć jest coraz mniej. Zarabiałam jakieś drobne, ale zawsze wystarczyło na własne wydatki – ciuchy, bilety, wyjście ze znajomymi. Na dziennych zaskoczyło mnie to, że wykładowcy wymagali MNIEJ niż na zaocznych. Na zaocznych często słyszeliśmy: "Nie myślcie sobie, że możecie się obijać i nic nie robić, bo to zaoczne. Macie umieć tyle samo co dzienni". Jak ktoś już zauważył, na dziennych pojawiły się też niepotrzebne lub zbyt rozbudowane przedmioty, studenci często olewali wykłady, bo nie mieli poczucia, że coś im ucieka – na zaocznych opuszczenie jednych zajęć wymagało dodatkowej pracy w nadrobieniu materiału. Po studiach rozpoczęłam pracę w redakcji na pełen etat. Po roku przerwy zrobiłam podyplomowe na "pokrewnym" kierunku (PR). Gdyby obecnie ktoś pytał mnie jakie studia są lepsze – to właśnie zaoczne, ale tylko dla osób, które chcą się uczyć, lubią uczyć się same i mają na to trochę czasu (poza pracą, jeśli chcą łączyć te dwie rzeczy).

  • Anonimowy

    a po grafice pracy ni ma.. ;)

  • Oczywiście po studiach dziennych czujemy się niejako bardziej docenieni.

  • Wybrała studia dzienne i na pewno nie żałuję, bo to dla mnie cudowny czas :). Ale tak – jestem w kole naukowym, korzystam ze staży i być może otrzymam stypendium. Oprócz tego oczywiście poznałam MASĘ wspaniałych osób, imprezuję, spotykam się z ludźmi itd. Wyciskam każdy aspekt jak cytrynę, a przynajmniej się staram;)

  • Anonimowy

    Witam wszystkich :) Mam mały (a w zasadzie duży) problem i chciałbym się zapytać praktyków. Skończyłem studia licencjackie, a na magisterskie chciałem iść na zaoczne i zdobyć doświadczenie, typu staż itp. Studiów zaocznych jednak nie uruchomiono i idę w końcu na dzienne, jednak chcę zdobyć jakieś doświadczenie. Na magisterce zajęć jest mniej – wtorki i piątki mam wolne, plus oczywiście weekendy. Czy istnieje możliwość dogadania się z jakąś firmą lub instytucją na odbycie praktyk bezpłatnych będąc dziennym studentem, tak aby na przykład po kilku miesiącach czy roku wystawili jakiś papierek? Wiem, że dyspozycyjność w te 2 dni w środku tygodnia i w weekend to trochę mało, ale może jednak dałoby się coś załatwić? Bardzo mi na tym zależy, gdyż chciałbym iść do pracy związanej ze studiami zaraz po nich, już bez konieczności odbywania staży itp. Czy jest wśród Czytelników osoba w podobnej sytuacji, która mając mniej zajęć na studiach dziennych magisterskich załatwiła sobie jakieś zdobywanie doświadczenia?

  • Na pewno jest taka możliwość. Widziałam na różnych stronach oferty praktyk/staży bezpłatnych w wymiarze np. 20 godzin tygodniowo. Możesz też porozmawiać z wykładowcami, niektórzy pewnie sami mają jakieś firmy związane z Twoim kierunkiem. Mój kolega 2 razy w tygodniu pracował u swojej promotor za darmo przez chyba 1-2 lat i teraz ona go chce zatrudnić. Wykładowcy też mogą Cię gdzieś polecić, więc myślę, że najlepiej pytać u nich. Ewentualnie jeśli u Ciebie działa Biuro Karier to też mógłbyś spróbować tam zapytać, czy w kołach naukowych :) Powodzenia!

  • Anonimowy

    Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź :) Co do długości zdobywania doświadczenia, to mógłbym nawet te całe 2 lata gdzieś je za darmo zdobywać, gdyż bardzo tego chcę. 2 października startują zajęcia i wtedy zacznę w takim razie pytać wszędzie, gdzie się da. Nie wiem, jak w dalszych semestrach, ale czasu wolnego trochę jest. Teraz mam wolny piątek i wtorek + weekend, ale w siatce zajęć widnieje, że w kolejnych semestrach jest znacznie mniej godzin zajęć. Na drugim roku jest do wyrobienia godzin o wiele mniej niż na roku pierwszym, więc podejrzewam, że będzie on luźny na tyle, że wtedy będzie nawet więcej czasu na zdobycie doświadczenia. Dochodzi jeszcze pisanie pracy, ale mam zamiar kontynuować temat ze studiów licencjackich i w ten sposób wyszłoby na to, że ogromną większość literatury mam już przeczytanej, żeby nie powiedzieć nawet, że wkutej na pamięć. Moja praca licencjacka ma być nawet opublikowana, gdyż została oceniona jako nowatorska i ponadprzeciętna, jeśli chodzi o prace licencjackie, więc jak się ukaże, to będę mógł to wpisać do jakichś osiągnięć. W dodatku nawiązałem współpracę z portalem internetowym, na który mam pisać artykuły – pierwsze już są w nim opublikowane, więc to też jest jakieś zdobywanie doświadczenia. Przydałyby się jednak jakieś bardziej praktyczne umiejętności, między innymi praca w zespole, bo jak wiadomo to pisanie w pojedynkę to jednak za mało – teraz liczy się praca w zespole i spełnianie różnych innych zadań poza pisaniem, chociaż właśnie interesowała by mnie głównie praca w redakcji jakiegoś większego portalu czy magazynu wydawanego online lub na papierze. Mój wydział publikuje różne czasopisma, więc może uda mi się coś załatwić tam. Najbliższy czas pokaże.

  • Anonimowy

    Witam. Jestem na I roku studiów stacjonarnych " prawo w biznesie" na WSB. Niestety z przyczyn zdrowotnych muszę zmienić tryb studiowania na zaoczne, niewątpliwie jest mi z tym źle, ale z drugiej strony … Zajęcia do końca roku będą odbywały się 3 dni w tygodniu, wydaję mi się, że jest to trochę mało, żeby wynieść coś z tych zajęć i jeszcze opłacać czesne itp. Wiadomo, że tak naprawdę wszystko zależy ode mnie. Na zaocznych zjazdy co 2 tygodnie, przedmioty te same co na dziennych, prestiż uczelni jakiś jest ( stereotyp płatnej nie interesuje mnie)., ale czy warto zaocznie studiować ? Nie chcę rezygnować i robić sobie przerwy w nauce, bo potem nie wiadomo co tak naprawdę się wydarzy. Planuję na 2 roku pójść na dzienne jeśli tylko się uda. Dużo osób w starszym wieku kończyło zaocznie studia, ale pracowali w tygodniu w podobnej branży i wiem, że takie coś ma sens, ponieważ teraz spełniają się zawodowo i dobrze zarabiają :)
    Jakieś rady, opinie na temat kierunku/szkoły, perspektyw ?
    Pozdrawiam ! :)

  • Wybrałam studia zaoczne bo chciałam równocześnie pracować i się usamodzielnić. Pierwsze 3 lata na studiach licencjackich było mi bardzo ciężko pogodzić te 2 zajęcia, zwłaszcza w okresie sesji. Magisterka poszła z górki. Jestem już po studiach, mam też prawie 4 – letnie doświadczenie w branży w której pracuje. Teraz patrzę na moich znajomych, którzy skończyli studia dziennie i mają ogromny problem z odnalezieniem się na rynku pracy. Oczywiście jest to sprawa indywidualna, ale ja jestem dumna z siebie, że to co mam np. własne auto jest efektem mojej ciężkiej pracy – w pracy, na studiach i oszczędności.

  • Ciesze się, że trafiłam na ten artykuł. Sama jestem przed tym wyborem- kończę właśnie studia licencjackie i zastanawiam się co dalej, Uczucia mam mieszane, bo należę do osób, które zdobywają już doświadczenie w formie praktyk na studiach dziennych. Kuszą mnie zaoczne, ale to pewnego rodzaju skrócenie sobie młodości…
    będę tu wpadać częśćiej :)
    http://www.powiedzciesobietak.blogspot.com

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji

Ciasteczka są niewielkimi plikami, które są wysyłane przez serwis internetowy do urządzenia internauty. Ciasteczko nie wpływa na identyfikację osoby, która odwiedzająca witrynę i nie przekazuje żadnych informacji, które mogłyby umożliwić taką identyfikację. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące ciasteczek. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację na stosowanie ciasteczek.

Zamknij